Witam serdecznie. Po ostatniej podróży czułam niedosyt latania, więc postanowiłam zarezerwować bilet podczas Szalonej Srody na lot.com. Raz tylko podczas rezerwacji wyskoczył mi error, więc procedurę rezerwacji rozpoczęłam od nowa tym razem na stacjonarnym komputerze. Ostatni raz ostatni raz lot rezerwowałam w biurze podróży 4 lata temu. Potem popchnęła mnie do latania osoba, z której kotami latam i to ona rezerwuje mi bilety. W sobotę odwiedziłam check-in i udałam się do kontroli bezpieczeństwa. Zauważyłam, że kontrola dzieci w wózkach przebiega znacznie dłużej niż kotem lub z kotami :shock: W końcu lecę o ludzkiej porze a nie o 5:50 rano. Na płycie nie ma tłumu tak, też się przyczyniam do tego W tym czasie rozpoczyna się boarding Ryanair do Dublina. Po jakimś czasie pada komunikat, że bagaże osób, które nie zgłoszą się zostaną zabrane z luku bagażowego. Do mojej gate podchodzi Pani z obsługi , przygotowując się do naszego lotu. Jeden gościu w niebieskiej kurtce daje o sobie znać. Najpierw głośno gada przez komórkę. Następnie podchodzi do Pani przy naszej gate i pyta no i kiedy i kiedy zacznie nas obsługiwać. Mam przyjemność widzieć jak nasi pilocie wraz z załogą udają się do samolotu. Pani mówi, dzisiaj na pokładzie będzie lecieć 37 pax i 14 bagaży. Dziś lecimy z arcybiskupem Gocłowskim. Czyli będziemy pod dobrymi skrzydłami. Pan w niebieskim kolejny raz zaczepia naszą przesymaptyczną Panią. Przebiera nogami. Pani zamieszcza komunikat na ekranie z godziną rozpoczęcia boardingu. Gość nie daje za wygraną, po raz kolejny pytanie: kiedy. Pni nie wytrzymuje i mowi, proszę spojrzeć na ekran! Kiedy zaczyna wpuszczać na pkład, Pan w niebieskim nie może znaleźć swojej karty. Pani prosi żeby przestał tamować kolejkę i odszedł na bok. Pada :( lecę dziś w SP-EQD. Dywaniki w bardzo dobrym stanie. Kapitan Pan Tadeusz Bachleda-C. O miesiąc temu też miałam przyjemność do WAW z nim lecieć :) Warunki exclusiv, bo nikt koło mnie nie się. Startujemy o 18:05 z pasa 29. Tradycyjnie czytam Kaleidoscope. Cdn...
Wiem, że to nie ta okazja, natomiast jestem ciekaw historii jaka kryje się za lataniem z kotami. :D Chętnie bym zaliczył kilka krajówek po Polsce, do tej pory udało się tylko dwie (no, trzy, ale jedna to prehistoria). Niestety odwiedzając tylko od czasu do czasu rodzinę w kraju nie ma za bardzo czasu ani okazji. LOTowski Dash 8 wciąż nierozpoznany.
Jak rozpoczęła się moja podróż z kotami? Napiszę krótką historię. W czerwcu bądź w lipcu ( dokładnie już teraz nie pamiętam) padła propozycja od osoby znajomej, że osoba kupiła kota z Cypru i trzeba było go tam dostarczyć. Oczywiście jest inna możliwość niż dostarczenie go osobiście, ale ze względu na koszty i komfort podróży kota ze znajomą osobą, wartoby było zastanowić się nad takim rozwiązaniem. Stało się jednak tak, że kot został wysłany sam LOTem via GDN-WAW-LCA. Kot szczęśliwie dotarł, ale osobie sprzedającej nie do końca spodobał się fakt, że kot spędził w WAW na przesiadkę około 4-5h. Może akurat tak wtedy był dostępny bilet, a lot do LCA odbywał się w nocy. I została podjęta decyzja, ze skoro latam to następny lot odbędę z kotem osobiście. Jednocześnie był to tzw. ,,kop'' - no rusz się człowieku, wróć do podróżowania :) Tym sposobem odbyłam następujące podróże z kotem: 1) wrzesień 2012 GDN-WAW-GDN 2) kwiecień 2013 GDN-MUC-SPU-MUC-WAW 3) październik 2013 GDN-WAW-MXP-WAW-GDN 4) kwiecień 2014 GDN-WAW-GDN . To są tylko podróże odbyte z kotem. Bez kota wcześniejsze też były, a rozpoczęły się w 2007r.
wracam do relacji w Kaleidoscope tym razem jest kilka interesujących mnie artykułów, ale to za krótki lot by pochłonąć wszystkie. Mam tak samo podczas latania jak U.Dudziak. Jak nie śpię to staram się nadrobić zaległości w czytaniu. Miejscówka 12A nie jest niestety tą wymarzoną :( lepsza była 9A Lot miał nam zająć 40 minut, lecz trochę się przedłużyło. Po zaparkowaniu, ludzie szybko się podrywają z siedzeń prosto do wyjścia, ale nie ma autobusu, więc pośpiech nie wskazany :) cdn...
------------------- Powiedz dwa razy, zanim pomyślisz - moje motto.
pewnie śmieszny... tylko nic nie rozumiem po niemiecku... ale cóż.. było się trzeba uczyć...
------------------- W trzech słowach, należałoby napomknąć, że na co dzień mieszkam w Katowicach, fascynuje mnie fotografia, kocham piłkę nożną, oraz jak przyzwoity człowiek szykowne samochody;)